Przejdź do treści
Zboczona.
Opowiadania

Ostatni pociąg

Marta wraca z konferencji, ale ostatni pociąg zostaje odwołany. Na peronie poznaje Adama, a noc w hotelu przy dworcu zaczyna się od rozmowy o tym, czego oboje chcą i czego nie. Opowiadanie o zmysłowości, która rodzi się z uważności.

Redakcja Zboczona7 min czytania
Dwa kieliszki, świeca, opaska na oczy i notes na stole

Peron numer trzy

Pociąg do Warszawy miał odjechać o dwudziestej drugiej czterdzieści. O dwudziestej trzeciej na tablicy wciąż świeciło słowo „opóźniony”, a o północy zmieniło się w „odwołany”.

Marta stała na peronie w Poznaniu z walizką, w której miała wszystko, co potrzebne na trzydniową konferencję, i niczego, co potrzebne na noc na dworcu. Miała trzydzieści trzy lata, pracowała jako projektantka wnętrz i od rana mówiła do ludzi, którzy kiwali głowami, a nie słuchali. Chciała tylko wrócić do domu, zdjąć buty i nie odzywać się do nikogo przez co najmniej dwanaście godzin.

Obok niej stał mężczyzna z skórzaną torbą na ramieniu. Widziała go już w poczekalni, jak czytał książkę w miękkiej okładce i kilka razy podnosił wzrok na tablicę z miną człowieka, który zna się na rozkładach. Teraz westchnął głośno, tak jak ona w duchu.

„Odwołali ostatni”, powiedział. „Jest jeszcze nocny autobus, ale z tego, co czytam, też nie jedzie.”

„Świetnie”, odpowiedziała Marta i po raz pierwszy tego dnia się uśmiechnęła.

Hotel naprzeciwko dworca

Miał na imię Adam, miał trzydzieści sześć lat i był architektem krajobrazu. Powiedział to, zanim zdążyła zapytać, a potem dodał, że zazwyczaj nie zaczepia kobiet na peronach, ale dzisiaj sytuacja jest wyjątkowa. Marta odpowiedziała, że w takim razie wyjątkowa sytuacja wymaga kolacji.

Znaleźli otwartą restaurację w przejściu przy dworcu. Zamówili zupę i herbatę, bo żadne z nich nie miało ochoty na nic więcej, i rozmawiali o rzeczach, o których nie rozmawia się z ludźmi z pracy. O tym, że oboje lubią zimne poranki. O tym, że ona nie znosi sofy w kolorze beżu, a on potrafi godzinami stać przed jednym drzewem. O tym, jak dziwnie jest być dorosłym, który wciąż nie wie, czego chce od następnego roku.

W pewnym momencie Marta zorientowała się, że od kwadransa nie patrzy na telefon. Adam to zauważył i nic nie powiedział, tylko uśmiechnął się kącikiem ust.

Hotel naprzeciwko dworca miał jeden wolny pokój. Recepcjonista przeprosił, że dwuosobowy z jednym łóżkiem, i zapytał, czy mają sobie życzyć coś innego. Marta spojrzała na Adama.

„Ja mogę poczekać w holu”, powiedział.

„Nie musisz”, odpowiedziała. „Ale chcę, żebyśmy najpierw o czymś ustalili.”

Zasady, które sama wymyśliła

Winda w hotelu była mała i pachniała cytrusowym środkiem do czyszczenia. Marta stała blisko Adama, tak blisko, że czuła ciepło jego ramienia przez cienki płaszcz.

„Mówię to teraz”, zaczęła cicho, „bo później mogę nie mieć odwagi. Nie chcę niczego, czego nie wybiorę świadomie. Jeśli powiem stop, to znaczy stop, bez tłumaczenia. Jeśli ty to powiesz, tak samo.”

„Jasne”, powiedział Adam bez cienia urazy. „I jeśli w którymś momencie zrobię coś, co ci się nie spodoba, mów od razu. Wolę usłyszeć to dziesięć razy, niż raz zgadywać.”

Wydawało jej się, że to najbardziej seksowne zdanie, jakie usłyszała od lat. Nie dlatego, że było śmiałe. Dlatego, że było spokojne.

Pokój był mały, z oknem wychodzącym na torowisko. Z oddali dochodził stukot pociągów towarowych, które tej nocy jakimś cudem jechały. Marta postawiła walizkę przy ścianie, zdjęła żakiet i odwróciła się. Adam stał przy oknie i patrzył na nią, nie na ciało, tylko na twarz, jakby czekał na sygnał.

Dotyk

Podeszła do niego sama. To też było ważne, choć nie umiałaby tego wyjaśnić.

Położyła dłoń na jego piersi i poczuła, jak szybko bije mu serce. Zaśmiała się cicho, z ulgą, że nie tylko ona jest zdenerwowana. Adam wziął jej dłoń w swoją, uniósł do ust i pocałował wnętrze nadgarstka. Zrobił to powoli, jakby miał całą noc, a jednocześnie nie chciał jej spłoszyć.

„Mogę?” zapytał, kiedy jego palce dotknęły guzików jej bluzki.

„Możesz”, odpowiedziała, i po raz pierwszy tego wieczoru nie musiała się zastanawiać.

Rozbierali się nawzajem bez pośpiechu, z przerwami na pocałunki, które stawały się coraz dłuższe. Jego usta na jej szyi, jej palce we włosach na jego karku, cichy dźwięk, który wydała, zanim zdążyła go powstrzymać. Marta odkryła, że kiedy nikt nic od niej nie oczekuje, jej ciało samo wie, czego chce.

Kiedy leżeli już w pościeli, która pachniała krochmalem, Adam przesuwał dłonią po jej boku tak lekko, że prawie nie czuła dotyku, a mimo to cała skóra reagowała. „Powiedz mi, jak lubisz”, szepnął. Zawahała się, bo nikt dawno jej o to nie zapytał. Potem powiedziała mu, wolniej, niżej, tu, właśnie tak, i słuchał uważnie, jakby przyjmował instrukcję do najważniejszego projektu w życiu.

Noc, która się przeciągnęła

Nie spieszyli się. Pokój wypełniał się ich oddechami, szeptem, krótkim śmiechem, kiedy Marta niechcący zrzuciła poduszkę na podłogę. Adam całował ją tam, gdzie lubiła, i pytał, czy wystarczy, czy ma zwolnić, czy przyspieszyć. Odpowiadała, czasem słowami, czasem ruchem bioder, a on czytał ją równie sprawnie jak rozkład jazdy.

Doszła pierwsza, z twarzą wtuloną w jego ramię, zaskoczona własnym głosem. Potem on, z jej imieniem na ustach, jakby chciał je zapamiętać. Leżeli potem długo, sklejeni potem i śmiechem, patrząc w sufit, na którym przesuwały się światła przejeżdżających pociągów.

„Wiesz, że to był najlepszy odwołany pociąg w moim życiu”, powiedziała Marta.

„W moim też”, odparł Adam. „Choć trzeba przyznać, że nie mam zbyt dużego doświadczenia w tej dziedzinie.”

Zasnęli około trzeciej, ona z głową na jego ramieniu, on z dłonią na jej biodrze.

Rozmowa w ciemności

Około drugiej obudziła się z pragnieniem. Adam podał jej szklankę wody z kranu, którą nalał w łazience, i usiadł obok na brzegu łóżka. Nie zapalali światła. Z ulicy wpadała tylko pomarańczowa poświata latarni i odblask szyn.

„Mogę ci coś powiedzieć?” zapytała.

„Jasne.”

„Od dwóch lat nie byłam z nikim, kto pytał, czy mi dobrze. Nie dlatego, że byli źli. Po prostu robili to, co robili, a ja się dostosowywałam. Dzisiaj pierwszy raz od dawna nie musiałam niczego odgrywać.”

Adam nie powiedział nic mądrego ani nic, co chciałoby ją naprawić. Wziął jej dłoń, ułożył ją na swoim policzku i trzymał tam tak długo, aż poczuła, że oddech jej się wyrównał. Czasem to właśnie jest najlepsza odpowiedź.

Potem wrócili do siebie, ale inaczej niż wcześniej, wolniej, z większą czułością. Marta usiadła na nim okrakiem i sama wybrała tempo. Czuła jego dłonie na swoich biodrach, lekkie, bez nacisku, gotowe odsunąć się przy każdym sygnale. Patrzyła mu w oczy, kiedy się poruszała, i uświadomiła sobie, że spojrzenie intymne bywa odważniejsze niż cały strój z koronki. Zaśmiali się razem, kiedy materac zaskrzypiał zbyt głośno, i skończyli cicho, wtuleni w siebie, z oddechem splecionym tak, że nie dało się ustalić, czyj jest który.

Prysznic i śniadanie

Rano zeszli do jadalni osobno, z kilkuminutową przerwą, jakby bawili się w tajnych agentów. Marta wzięła tosty i kawę, usiadła przy stoliku przy oknie i czekała. Adam pojawił się z mokrymi włosami i książką, tą samą, którą czytał na dworcu. Położył ją na stole, a ona zobaczyła tytuł. Ten sam, który kupiła tydzień wcześniej i nie zdążyła zacząć.

„Przypadek?” zapytała.

„Najwyraźniej nie tylko pociągi działają według nieprzewidywalnego rozkładu”, odpowiedział.

Jedli powoli, wymieniając się spojrzeniami i kawałkami pieczywa. Nikt nie wspomniał o tym, co się wydarzyło, nie w sposób, który wymagałby podsumowania. Wystarczyło, że kiedy Marta sięgnęła po dżem, Adam dotknął jej palców, jakby to było najzwyklejsze na świecie.

Dopiero przy wyjściu z hotelu zapytał, czy może do niej zadzwonić. Zapytał, nie założył. Marta uśmiechnęła się, bo właśnie tego się po nim spodziewała.

Pierwszy pociąg

Obudziło ją światło, które wpadało przez niezasunięte zasłony. Pierwszy poranny pociąg do Warszawy odjeżdżał o szóstej piętnaście. Marta spojrzała na zegarek i po raz pierwszy w życiu nie chciała jechać.

Adam już nie spał. Leżał na boku i patrzył na nią tak, jakby próbował zapamiętać każdy szczegół.

„Mam bilet na szóstą piętnaście”, powiedział. „Ty też?”

„Mam”, odpowiedziała. „Ale może jest jeszcze o dziewiątej.”

Roześmiał się i przyciągnął ją do siebie. Marta czuła na skórze ciepło pościeli i jego oddech i myślała, że nigdy nie planowała takiej nocy, a mimo to nie zmieniłaby w niej ani jednej minuty. Całowali się jeszcze długo, leniwie, bez celu, jak ludzie, którzy mają przed sobą cały czas świata, choć za oknem wracała codzienność. Adam powiedział, że przyjedzie do niej do Warszawy w piątek, jeśli ona chce. Marta powiedziała, że chce, i że zrobi to, co robi się tylko dla ważnych gości, czyli upiecze coś, co nie spali się w piekarniku.

Na peronie numer trzy tablica pokazywała zielone światło, a oni jeszcze przez godzinę nie wstawali z łóżka. Pociąg o dziewiątej też odjechał punktualnie, a Marta wsiadła do niego z numerem telefonu zapisanym na paragonie z restauracji i z przekonaniem, że czasem odwołany pociąg jest najlepszą rzeczą, jaka może się wydarzyć.

Opowiadanie jest fikcją literacką dla dorosłych. Bohaterki i bohaterowie są pełnoletni, a wszystko, co robią, robią za obopólną zgodą.

Więcej tekstów w dziale Opowiadania.

Przejdź do działu

Czytaj dalej