Chata w Bieszczadach
Karolina wynajmuje chatę w Bieszczadach, żeby odpocząć od wszystkiego. Gdy śnieżyca odcina drogę, na progu staje Tomasz. Opowiadanie o dwojgu dorosłych, którzy pytają, zanim dotkną, i o bliskości, która rodzi się w ciszy.
Chata w Bieszczadach
Karolina miała dwadzieścia dziewięć lat i po raz pierwszy od dwóch lat wzięła cały tydzień wolnego. Wynajęła małą drewnianą chatę pod Wetliną, z piecem kaflowym, grubą kołdrą i widokiem na połoninę. Chciała trzech rzeczy: ciszy, książek i snu do południa.
Czwartego dnia spadł śnieg, a droga do wsi zamieniła się w białą ścianę. Wieczorem ktoś zapukał do drzwi. Na progu stał mężczyzna w czapce oblepionej śniegiem, z plecakiem i zmęczoną miną.
„Przepraszam”, powiedział. „Jestem Tomasz. Wynająłem chatę obok, ale wysiadł mi prąd, a w telefonie nie mam zasięgu. Czy mogę się chwilę ogrzać?”
Karolina zawahała się, jak zawsze, gdy ktoś obcy staje w progu. Zerknęła na jego dłonie, spokojne i zaczerwienione od zimna. „Wejdź”, powiedziała. „Zrobię herbaty.”
Herbata i piec
Rozmawiali dłużej, niż planowali. Tomasz miał trzydzieści dwa lata i był geologiem, przyjechał na tydzień, żeby w spokoju dokończyć raport. Karolina opowiedziała mu o swojej pracy w studiu graficznym i o tym, jak bardzo tęskniła za wieczorami, w których nikt niczego od niej nie chce.
Kiedy herbata się skończyła, śnieg wciąż sypał. Tomasz spojrzał w okno i westchnął. „Zaraz się zbiorę”, powiedział. „Nie chcę ci przeszkadzać.”
„Nie przeszkadzasz”, odparła, zanim zdążyła pomyśleć. Poczuła, że się rumieni, i dodała szybko: „Piec dobrze grzeje, a droga jest nieprzejezdna. Możesz zostać, jeśli chcesz.”
Zapadła cisza, w której słychać było tylko trzask drewna. Tomasz uśmiechnął się powoli. „Chcę”, powiedział. „Ale jeśli kiedykolwiek poczujesz, że chcesz, żebym wyszedł, powiedz mi wprost. Nie musisz niczego tłumaczyć.”
„Dziękuję”, odpowiedziała i naprawdę poczuła ulgę.
Zupa z kotła
Karolina wyjęła z szafki dwie puszki fasoli, kiełbasę, cebulę i resztkę papryki. Tomasz poprosił, żeby pozwoliła mu pokroić warzywa, bo inaczej będzie siedział bezczynnie i myślał o tym, że przeszkadza. Stał przy małym stole, z podwiniętymi rękawami, i kroił cebulę z precyzją kogoś, kto całe życie pracuje z mapami i próbkami skał.
„Skąd pomysł na geologię?” zapytała, mieszając w garnku.
„Chyba z ciekawości, co jest pod spodem”, odparł. „W ludziach też lubię to samo. To, czego nie widać od razu.” Zaśmiał się z siebie. „Brzmi to lepiej w mojej głowie.”
„Nie, brzmi dobrze”, powiedziała. Czuła, jak napięcie w ramionach, które nosiła od miesięcy, pęka jak lód na stawie. Opowiedziała mu o koleżance z pracy, która co roku wyjeżdża na urlop z laptopem, i o tym, że sama przez długi czas robiła to samo. Tomasz słuchał, nie przerywał i nie udzielał rad, tylko od czasu do czasu pytał o szczegóły.
Zjedli na kolanach, przy piecu, a za oknem świat znikał pod śniegiem. Karolina pomyślała, że dawno nie jadła nic tak dobrego, i dawno nie czuła się tak bezpiecznie przy kimś, kogo nie znała.
Koc i światło świecy
Usiedli na podłodze przed piecem, na grubym kocu. Karolina podciągnęła kolana i patrzyła na ogień. Tomasz siedział obok, tak blisko, że czuła ciepło jego ramienia, ale go nie dotykał.
„Mogę cię o coś zapytać?” odezwał się po chwili. „Tak się zastanawiam, odkąd przekroczyłem próg. Czy mogę cię pocałować?”
Karolina odwróciła do niego twarz. W świetle płomieni jego oczy były ciemne i poważne. Nikt wcześniej nie zapytał jej o to tak wprost, bez uśmieszku, bez pewności siebie, która zwykle bywa tylko maską.
„Tak”, powiedziała. „Możesz.”
Pocałował ją powoli, jakby miał na to cały wieczór. Jego dłoń dotknęła jej policzka, kciuk przesunął się po linii szczęki. Karolina poczuła, jak w brzuchu rozlewa się ciepło, które nie miało nic wspólnego z piecem. Oddała pocałunek i sięgnęła do jego swetra.
Powoli
„Powiedz mi, jeśli coś ma być wolniej”, szepnął. „Albo szybciej.”
„Wolniej”, wyszeptała. „Chcę wszystko poczuć.”
Zdjęła z niego sweter, a on rozpiął guziki jej flanelowej koszuli, jeden po drugim, patrząc jej w oczy po każdym z nich. Gdy materiał zsunął się z jej ramion, w chacie było cicho, a skóra na jej plecach jeżyła się z zimna i oczekiwania. Tomasz okrył ją kocem, a potem przyciągnął do siebie.
Całował jej szyję, obojczyk, miejsce tuż pod uchem, które okazało się o wiele bardziej wrażliwe, niż sądziła. Karolina wplotła palce w jego włosy i odchyliła głowę. Dotykał jej jak ktoś, kto się uczy i słucha. Kiedy jej oddech przyspieszał, zwalniał. Kiedy cicho westchnęła, zostawał dłużej w tym samym miejscu.
„Tak jest dobrze?” zapytał, przesuwając dłoń po jej biodrze.
„Tak. Dokładnie tak.”
Zasady na dwoje
Zanim zgasili światło, Karolina usiadła na brzegu łóżka i przez chwilę milczała. Tomasz stał po drugiej stronie pokoju, nie zbliżał się, czekał.
„Chcę ci coś powiedzieć”, zaczęła. „Lubię, kiedy ktoś mówi głośno, co robi i czego chce. Nie umiem czytać w myślach i nie lubię zgadywać. Jeśli coś mi się nie spodoba, powiem stop. Nie obrazisz się?”
„Nie”, odpowiedział bez zastanowienia. „To dla mnie ulga. Sam wolę, kiedy ktoś mówi, a nie udaje.” Podszedł i usiadł obok. „Mam jedno pytanie. Czy masz zabezpieczenie, czy mam sprawdzić w plecaku? Mam w kieszeni.”
Roześmiała się cicho. „Mam własne, ale dobrze, że zapytałeś.”
To drobiazg, a jednak sprawił, że poczuła, iż ma przed sobą kogoś, komu naprawdę zależy na tym, żeby oboje czuli się dobrze. Położyła głowę na jego ramieniu i przez kilka minut siedzieli w ciszy, słuchając wiatru za ścianą.
Pod kołdrą
Przenieśli się na łóżko, a pod grubą kołdrą świat zrobił się mały, ciepły i wyłącznie ich. Karolina leżała na boku, a Tomasz układał się za nią, przyciskając ją do piersi. Jego dłoń sunęła po jej brzuchu, aż do miejsca, w którym uda stykały się z bielizną. Zatrzymał się.
„Chcesz, żebym kontynuował?” zapytał do jej ucha.
„Tak”, odpowiedziała bez cienia wahania.
Dotykał jej powoli, z uwagą, odczytując reakcje jej ciała. Karolina zamknęła oczy i pozwoliła, żeby fala przyjemności narastała, cofała się i znów wracała. W pewnej chwili odwróciła się do niego, pocałowała go mocno i sama przesunęła jego dłoń tam, gdzie chciała. Uśmiechnął się w jej usta.
Kochali się długo, w rytmie, który wypracowali bez słów, z krótkimi pytaniami i jeszcze krótszymi odpowiedziami. Gdy doszła, ukryła twarz w jego ramieniu i roześmiała się z niedowierzaniem, że to jej się przytrafia, w środku śnieżycy, z mężczyzną, którego znała od kilku godzin. Po chwili i on poddał się fali, mocno przytrzymując ją przy sobie.
Spacer w śniegu
Następnego dnia po południu poszli razem do wsi, brnąc w śniegu po kolana. Tomasz niósł plecak z zakupami, Karolina szła przodem i wskazywała ślady zwierząt. Przystanęli przy zamarzniętym potoku. Cisza była tak gęsta, że słychać było własne oddechy.
„Wiesz”, odezwał się, „nie chcę, żebyś pomyślała, że to dla mnie coś, co się zdarza co tydzień. Nie zdarza się.”
„Wiem”, odpowiedziała. „Dla mnie też nie.” Wzięła go za rękę w grubej rękawiczce i nie puściła aż do chaty. Nie musieli tego nazywać. Wystarczyło, że oboje wiedzieli, iż każde z nich zostaje tu z własnej woli i że każde może to zmienić jednym zdaniem.
Wieczorem, gdy znów siedzieli przy piecu, Karolina sama pochyliła się i pocałowała go pierwsza. Tym razem to ona zapytała: „Zostaniesz jeszcze jedną noc?” I Tomasz, z uśmiechem, który znała już na pamięć, odpowiedział: „Chcę.”
Rano
Obudziła ją cisza. Drugiego poranka śnieg przestał padać, a przez szparę w zasłonie wpadało blade słońce. Tomasz leżał obok, podparty na łokciu, i patrzył na nią.
„Dzień dobry”, powiedział. „Jak się czujesz?”
„Dobrze”, odparła i zaskoczyło ją, jak szczerze to zabrzmiało. „Bardzo dobrze. A ty?”
„Jakbym wygrał na loterii, której nie kupowałem.”
Zaśmiała się i przeciągnęła, a on pocałował ją w ramię. Zrobili kawę na piecu, a potem długo siedzieli na progu chaty, w kocach, patrząc na połoninę. Nie obiecywali sobie niczego. Wymienili numery telefonów, bo to było proste i naturalne.
Gdy pod wieczór Tomasz poszedł po swoje rzeczy do drugiej chaty, gdzie prąd wreszcie wrócił, odwrócił się jeszcze raz. Karolina stała w progu i machała mu ręką. Dobrze wiedziała, że wróci do niej jeszcze tego samego wieczoru, jeśli tylko go o to poprosi, i że ta decyzja należy wyłącznie do niej. Zamknęła drzwi z uśmiechem i poszła dołożyć drewna do pieca.
Opowiadanie jest fikcją literacką dla dorosłych. Bohaterki i bohaterowie są pełnoletni, a wszystko, co robią, robią za obopólną zgodą.
Więcej tekstów w dziale Opowiadania.
Przejdź do działu